SZCZĘŚLIWOŚCI BARDZIEJ NA CO DZIEŃ

Już mija…, ale jeszcze bogactwo woni, jeszcze świeże ich smaki, nie tylko te związane ze stołem, wiszą w powietrzu rozpylając swoje ciepłe wspomnienia. Nadal rozbrzmiewa muzyka, a kolorowe światła migoczą rytmem spotkań.

Co fakt to fakt, mijające święta są tymi, które najbardziej wracają nas najbliższym. Nareszcie, po roku bieganiny, przynajmniej na te parę godzin jesteśmy dla siebie po to, żeby dla siebie być właśnie. Ile razy w czasie tych świąt zasiadałam do stołu by wypić z Ukochanymi ludźmi kawę? (?!) Nikt by tego nie zliczył.  Nie dla niej samej, o nie ! (Okey. Esencja jej smaku i aromatu wraz z niepowtarzalnością głębi…) – Dla tego uczucia, że w tym momencie bardziej niż zwykle jesteśmy dla siebie, słuchamy, chcemy otwierać serca, choć to bywa czasem i trudne.

Także, zmagazynowana kofeina krąży w mojej krwi, a wraz z nią krążą momenty. Może i jestem sentymentalna, ale nie byłby uboższym ten, komu nie zakręciłaby się łza na widok szczęścia spracowanych dłoni bliskiej osoby, której bezinteresownej miłości nie da się wycenić? Albo wibrowanie śmiechu w domu pełnym ludzi, domu zakochanych w nim osób, który huczy od rozlewających się w nim głosów, migających świateł, szeptów, pomrukiwań i miauknięć, zapachów, stukotów, szurnięć, i zaczepnych poszturchiwań, brzdękających talerzy, burzy temperamentów, syczenia i trzaskania ognia w kominku, pikanterii haftowanej uczuciem, czy balsamicznych bezsłownych uśmiechów- które znają tajemnice życia.  W tle z różnych stron docierają ożywione muzyczne perełki, a brzmienie ciszy, gdy za oknem leciutko szeleszczą, w końcu przyszłe, śniegowe płatki, sprawia jak nigdy przyjemność. Kto uważa, że święta to banał, powierzchowność i tylko obżarstwo z reperkusjami kilogramowymi- ten niech zamiast jałowego kwitowania ” Święta, święta i po świętach…”- ugryzie się w język, zastanowi. Wróciwszy wciąż jeszcze świeżym wspomnieniem, zatrzyma w ich kalejdoskopie- żywość barw, eksplozję uczuć, poprzetykane lukrowanymi pierniczkami chwile, których najpiękniejszą, nieocenioną, niedoścignioną- składową jest miłość. W tym czasie rodzi się ona, rodzi się na nowo także między nami, sobie bliskimi od dawna- obcymi niekiedy od jakiegoś czasu, z powodu pajęczyn rosnących sytuacji i niezgodnych dzisiaj, po latach- wyobrażeń co do siebie wzajemnie, ale wciąż się kochających.

Kręci mi się ta łza i kręci, i choć czasem boli, nie chcę zapomnieć o tym wszystkim co ważne. I że „po świętach” jest szansą, a nie napisem „the end”.
Nowy Rok powitam z nadzieją, że nie będzie tylko kolejną zbyt szybko obróconą kartą w kalendarzu, którą raczej już chciałoby się zatrzymać. Ale z ufnością, że jej karta o tyle będzie świetna, o ile zapełniona szczęściem tych wszystkich kochanych osób w moim życiu, które zasługują na tyleż dobra, że nie mieści się ono w ramach żadnych granic.

Więc niby po świętach, ale nie szkodzi mi to jeszcze raz rozkoszować się tym nieśmiertelnym brzmieniom.

 

469 Total Views 1 Views Today
comments

Będzie mi miło, jeśli po przeczytaniu postu zostawisz po sobie jakąś iskrę tego co tu znalazłeś. Blog jest przyjaznym azylem, dlatego każdy wulgarny komentarz zostanie skasowany, podobnie jak wszelkie złośliwości.