TO NIE JEST HISTORIA O CUDACH

Czy miłość pada na człowieka jak grom z jasnego nieba? Kim jest tzw. „odpowiedni partner”? Czy maniera „supermarketowa”, patrzenia pod kątem coraz to wyszukanych warunków atrakcyjności jest tym czego potrzebujemy? A może przeciwnie, pozbycie się złudzeń, oczekiwań i wymagań? Czy chodzi o wyszukane, skuteczne techniki zdobywania kontaktu, zupełnie jak sztuczki marketingowe? Czy miłość to jak „złapanie byka za rogi?”.

gonewiththewnd_1621262i

Nigdy nie będziemy zbyt mądrzy, by już wszystko wiedzieć, lecz zwiększając sobie warunki mamy szansę odnosić coraz to zwycięstwa.

Niech Was nie przeraża bizantyjski rozmiar tego postu. Chcę dać o czymś jasno zrozumienia. Wciąż jesteśmy pod ostrzałem zmiennych relacji między A i B, między wylewnością uczuciową jednych, a  torpedowaniem się nawzajem drugich, niegdyś tak samo w sobie zakochanych, pod presją czasu, presją bycia atrakcyjnym, oczekiwań i ich wycofywaniem – bo to i tak nie ma sensu. Nie jesteście tu po newsa w stylu „ Tajemnice Uwodzenia cz. 1059”, albo „Sekretne/ poufne- co zrobić, żeby…” .

To co zobaczycie nie daje100 % gwarancji  na „uda się czy nie?” w związku, na „czy spotkam go/ją?” itp. ale jestem całkowicie pewna, że w kontekście całego życia efekt będzie proporcjonalnie odwrotny do przelotnych argumentacji i działań. Pierwszą bardzo ważną rzeczą, którą chciałabym Wam przekazać zarazem się nią dzieląc jest to, że:

„Nic nie dzieje się dzięki cza­rom ani magii, a już na pewno nie miłość”. – V. Albisetti

Przyznam się Wam do czegoś. Wprost uwielbiam hinduskie kino, tzw. bollywoodzkie. Cóż, już wyobrażam sobie świdrujący wzrok niektórych na to stwierdzenie ;) Próżno by wymieniać co stanowi o fenomenie tego kina. To na oddzielny post. Uzasadnię jednak czemu wplotłam ten wątek. Każdemu kto chociażby otarł się o indyjskie kino rzuca się w oczy ekspresja uczuć, emocji. Właściwie są one samą kwintesencją filmów. Bez tego czynnika, wzbudzania w widzach od ekscytacji po wzruszenie, masowe udziały ludzi w projekcjach bollywoodzkich nie miałyby miejsca. To stanowi o jego bycie i zjawiskowości. Może się to wszystko wydawać niejednokrotnie uroczą bajeczką, tkliwą opowiastką, można się śmiać do rozpuku z pysznego humoru, można rzewnie, wręcz spazmatycznie płakać nad losem bohaterów- wszystko to jednak ostatecznie jawi się jako przesadzone, totalnie soczyste, bajkowe, pstre, jest eksplozją emocji, barw, przepychu. Cokolwiek mogłoby grozić aktorom- to z całą pewnością nie zagraża im rutyna i zblazowanie! A najlepsze jest to, że właśnie o to chodzi. Jest to celowe, zamierzone, tego pragną widzowie, na to czekają. Jest to tak diametralnie różne od rzeczywistości! Zwłaszcza tej, z którą hindusi mają do czynienia na co dzień. Wyraża możliwie najgłębsze pragnienia, odrywa od trudnej egzystencji, wyrywa ze swądu krzyczących patologii. Może właśnie dlatego paradoksalnie są mistrzami w kreowaniu czegoś tak zintensyfikowanego, w gruncie rzeczy szalenie wnikliwego, mimo że pozory wskazywałyby na coś odwrotnego, innego od tego co zna codzienność. Czego na domiar- skala przewyższa od dawna produkcję świata Hollywood pod względem ilości i jest tak różna od jałowych aranżacji amerykańskich, czy europejskich.

567

Pytacie w głębi ducha do czego właściwie dążę? Dość obrazowo, ale przedstawiam Wam na przykładzie fenomenu tego kina pewną zależność. Wszyscy praktycznie mamy zakorzenione, że miłość to doznawanie, zatracenie. Nawet Ci, którzy z natury są pragmatykami zadają sobie pyt. dotyczące prawdziwości uczucia. I jeśli nie czują tego czegoś nieokreślonego, stanowiącego o sensie kontynuacji, wycofują się. Nawet jeśli z wiekiem jesteśmy coraz to bardziej zdroworozsądkowi, wydaje się nam, że trudniej się zaangażować, emocjonować itd. To i tak tkwi w nas pragnienie przeżycia miłości- głęboko, pięknie, jakoś tak magicznie. Co więcej, to pragnienie jest dobre. Wyzbycie się całkowicie tegoż elementu, towarzyszów miłości- w postaci przeróżnych uczuć- byłoby jej sprofanowaniem, zracjonalizowaniem, nie różnilibyśmy się od androidów, zaprojektowanych według schematu. ALE. Znów wracamy do :” Nic nie dzieje się dzięki cza­rom ani magii, a już na pewno nie miłość”.

Widzicie, żeby można było przeżyć ową magię miłości w sposób prawdziwy, trzeba uprzednio nauczyć się kochać.  Abstrahując od przydatności innych kwestii, uważam, że bazowe, najważniejsze jest zrozumienie kim się jest, czego się chce i realizowanie tego, mimo, że nie doświadcza się w sposób doskonały, czy w ogóle w tym momencie- bycia dla tej jednej osoby. To jest koronna kwestia. Jeśli chcecie czegoś prawdziwego postawcie na długofalowe rozwiązanie, a takim jest właśnie poznanie siebie. Na poziomie realizacji oznacza to nieuchronność przełamywania swoich ram. To oznacza zdystansowanie się od siebie samego. Zdystansowanie się od swoich myśli. Nauczenie słuchania. Konfrontowania swojego wnętrza, nieidentyfikowanie się ze wszystkim co tam się znajduje. Akceptacją sprzeczności, które w sobie mamy. Oznacza zdobywanie za wszelką cenę świadomości. Co jest równoznaczne także i ze zmierzeniem się z tym co najbardziej czasem boli, z cierpieniem.

Nie twierdzę, że powinniście być idealni, doskonale przygotowani, żeby spotkać TĘ osobę. W żadnym momencie nie będziemy gotowi wystarczająco czy bezbłędni. Niemniej wejście na tę drogę, drogę obalania swoich niewłaściwych nawyków, machiny swojej sprawczości, lichych imaginacji, uprzedzeń i stereotypów, jednym słowem- zmian, które czynią nas żywymi, drogę konkretnego rozwoju jest KONIECZNE.

Po co? Między innymi ponieważ, znajdując się w jakiejkolwiek relacji, ale zwłaszcza z partnerem- jeśli wcześniej nie poznamy swoich granic, nie nauczymy się wykraczać poza siebie- do naszych kłopotów dojdą problemy  partnera, wzajemne urojenia, abstrakcje, nie będzie miejsca na rozwój, zatrzymamy się w miejscu. Poza tym wciąż będziemy się pakować w zawrotne, katorżnicze sytuacje, których jedynym plusem będzie to, że powodując totalną ale pozorną dezorientację i wyczerpanie- kiedyś i w końcu, może! -doprowadzą do jakiegoś odwrotu od błędnych mniemań. Będzie tak, jeśli wcześniej nie podejmiemy decyzji, że chcemy autentyczności, prawdy, podważenia swoich przesądów, osądów czy uprzedzeń. Żeby kochać trzeba nauczyć się interpretować swoją przeszłość, zrozumieć by móc w spokoju pójść do przodu. Nie bagatelizować jej ani wyostrzać. Pamiętać, ale nie zatrzymywać się na niej. Trzeba brać z niej siłę, a nie pozwalać by paraliżowała. To my nadajemy sens wszystkiemu co nas otacza.

„Problem nie polega na znalezieniu odpowiedniej kobiety czy mężczyzny, ale na zada­niu sobie pytania: „Czy potrafię kochać? Czy pot­rafię pokochać drugiego człowieka? Czy rozwinąłem w sobie taką zdolność?” –V. Albistetti

Pierwszy raz usłyszałam to zdanie parę lat temu i było potwierdzeniem moich głębokich intuicji. Zarazem zakorzeniwszy się mocno w świadomość, rozszerzało ją i zmieniało. Już wtedy byłam pewna, że to nie okoliczności są siłą sprawczą wszystkiego co się nam przytrafia. Wiedziałam, że coś musi się zmienić we mnie. I choć nie od razu wiedziałam, co i jak – kropla drążyła skałę. Problem nie stanowi znalezienie : „odpowiedniego partnera”, ale sposób w jaki tego dokonamy.

5

Miłość nie wiąże się z żadnymi warunkami pod względem atrakcyjności, w każdym razie nie jest to jądrem wokół którego i na którym związek się opiera, nie wiąże się również z narzucanymi przez nas <fasonami>, „ a bo on słucha tej samej muzyki co ja”, albo <jest kapitalny w ręczną>. Związek oparty na takich zależnościach nigdy nie przetrwa. Zawsze będzie coś lepszego, ktoś sprawniejszy, zdolniejszy, znajdzie się również coś stanowiącego większy priorytet, miejsce strategiczne.

Wszelkie techniki sięgania po interesujące znajomości, umiejętności ciekawej konwersacji i inne- w kontekście prawdziwej miłości nic nie znaczą. Po prostu nie o to chodzi. No chyba, że ktoś jest zainteresowany krótką metą. Ale w perspektywie życia- okazuje się ona niewystarczająca, frustrująca i grozi wieloma problemami w czasie późniejszym. Stawiajcie na rozwój, dyscyplinę i stałość.

Wtedy miłość nie będzie „Złapaniem byka za rogi” albo nawet „Pana Boga za nogę”. Będzie czymś naturalnym, co w odpowiednim dla nas czasie się stanie.

Miłości trzeba się uczyć. Zwłaszcza jej. Nie jest magiczną sztuczką, choć jeśli wejdziemy na drogę poznawania siebie, tego najprawdziwszego- tam ona sama się o nas zatroszczy, zaskoczy i wówczas przeżyjemy ją w całej krasie. Każdy na swój sposób. Bo nie ma jednego, takiego samego. I nie można czekać na nią jak na cud. To tak jakbyśmy będąc dziećmi nie zaczęli nauki języka. Wszystko co zrobisz, każdy wysiłek włożony w swój rozwój psychiczny, duchowy, fizyczny też- będzie miało odzwierciedlenie w twojej zdolności do kochania.

Nie łudźmy się, że będziemy doskonali. Ale dążmy do doskonałości.

Na koniec cytat z ulubieńszych wspomnianych ekranizacji ;)  Udanego weekendu! :)

„To odkrywanie miłości, która Cię złamie, ale nadal utrzyma w całości. Miłości, która stwarza dystans, ale jednak cie przybliża. Miłość taka jest prawdziwa i wieczna.  Jeśli masz siłę by tak kochać to Bóg sprawi, że twoja miłość znajdzie swoją drogę. Wszystko co musisz zrobić, to tylko poczekać, poczekać na swój czas. To nie jest historia o odwadze. To nie jest historia o cudach. To prosta historia o miłości”.  -etiudavoyager

Ps. Cytaty użyte w tekście pochodzą z książki, która parę lat temu mnie zainspirowała. Valerio Albisetti „O miłości, jak przeżyć razem całe życie”.

660 Total Views 1 Views Today
comments

Będzie mi miło, jeśli po przeczytaniu postu zostawisz po sobie jakąś iskrę tego co tu znalazłeś. Blog jest przyjaznym azylem, dlatego każdy wulgarny komentarz zostanie skasowany, podobnie jak wszelkie złośliwości.