SPIRIT W OPAŁACH

Niewiarygodne jak ciężko zebrać się w sobie po przerwie. Fajnie jest chwilę „zamarudzić”, ale z każdą kolejną energia spada w dół jak związany i wrzucony do morza człowiek. Tak to już chyba jest, że dyplomując się kwęknięciem w zasadzie nie dodajemy sobie siły. To jak wskoczyć do morza z zamiarem popływania i obwiązać nogi z workiem kamieni, które z każdą sekundą mnożąc wagę ciągną nas w mroczne odmęty.

Dni uciekają z taką szybkością, a ilość i różnorodność docierających bodźców jest tak ogromna, że często mam ochotę wycofać się z tego wszystkiego, gdzieś uciec, przynajmniej schować się na trochę.
Ochota ta tyczy w naszej codzienności również zrzucenia z siebie ciężaru, ładunku emocjonalnego, które przeradzają się czasem w namiętne- uskarżanie. Począwszy od <nie takiej> pogody, postękiwanie ” a bo boli mnie to i siamto”, ” a on to mnie nie rozumie”, ” a szef to cymbał”, ” no coś ty, po co gdzieś wychodzić?, ” ” nic dobrego mnie nie spotyka, ” „dlaczego na mnie spadają wszystkie nieszczęścia „. ” – Chciałbym gdzieś wyjść. – Idź na spacer. – Nie chce mi się. – To idź zrób coś innego. – Nie mam ochoty. – (!)
„Nie mam <siły>, <czasu>, < środków>, <okoliczności>, <ochoty>, <zdrowia>, <…>- żeby TO zmienić”.

Narzekania, postękiwania, wymówki czy usprawiedliwienia tworzą ostatecznie obraz nas samych. Początkowo mamy wrażenie, że czujemy się lepiej, bo odjęliśmy odważnika. Bardzo szybko jednak okazuje się, że zamiast faktycznie czuć się raźniej- ogarnia nas większe osłabienie, czujemy się ograbieni z energii, ze złym samopoczuciem, a niech się trafi ktoś kto spróbuje nas <wybić> z tego błędnego koła- to dodamy jeszcze do listy naszych żałości, że <nikt nas nie rozumie> i na nikogo nie można już na tym świecie liczyć. Najgorsze jest to, że parę takich sytuacji i zaczynamy się do tego stanu rzeczy przyzwyczajać. Czyli za każdym razem reagować podobnie. Jednym słowem próbując poczuć się lepiej poprzez ciągłe narzekanie- strzelamy sobie samym w stopę. To, że po jakimś czasie trujemy tych którzy są wokół i może ich to w końcu doprowadzić do ostateczności – to kolejna rzecz.

Bardzo ciekawie się to ma do owego ” Ażeby chciało mi się tak jak mi się nie chce”. Często wypowiadamy to zdanie, wyrażając przy tym właściwie świadomość swojego braku motywacji do czegoś. Jesteśmy w dobrej sytuacji posiadając taką informację, ale to nie wystarcza, a często na tym właśnie kończymy pojedynek który się w nas rozpoczął.
Pragnienie jest zarazem czymś pierwotnym jak i również czymś wtórnym. Tzn. jego istnienie jest wyrazem wewnętrznej tęsknoty za czymś. Ale mówiąc „Nie mam takiej potrzeby”, albo „Nie chce mi się”- może być i tak, że przywaleni mnóstwem innych „ważnych ” rzeczy i spraw, ta z którą faktycznie powinniśmy stawić czoła- jest wytłumiona. Nie czujemy jej, bo w tej chwili nie ma wyraźnego powodu, ale to nie znaczy, że powód dla którego powinniśmy się ową sprawą zainteresować – nie istnieje. Po prostu pozwoliliśmy zagłuszyć, a czasem może i  zdmuchnąć płomień. I nawet jeśli gdzieś tli się jakaś iskra to nie jesteśmy wstanie stwierdzić czy ona jest faktycznie czy wydaje się nam, że jest. Samo istnienie jakiegokolwiek w nas pytania, wątpliwości może świadczyć za jej cichym bytowaniem, które w ramach przynajmniej uczciwości wobec samego siebie powinniśmy <podręczyć> jakimś staraniem.
2[2]                                                                                                                     fot. A. Mleczko

Trochę jakby unieść ziarna piasku i rozpylić nad sobą, wyrzucić w górę garść liści i miast koncentrować uwagi na nic nie wnoszących osłabiających twierdzeniach zacząć wyłapywać te z nich, które wcześniej traktowaliśmy po macoszemu, jako nic nie warte.
Krótko mówiąc pojękiwanie na bolesną rzeczywistość, przy jednoczesnym asekurowaniu swojej bierności w postaci ” nie mam potrzeby” itp., jest raczej wyrazem braku konkretnych celów i dopingującej tej cele- miłości, zarówno do drugiego człowieka, jak również tej do siebie samego.

Poprzedni mój wpis był relacją po obejrzeniu filmu Bogowie. „Chce mi się” jest ubocznym efektem jakiegoś wzruszenia „nad”, zrozumienia, umiejętności wyróżnienia z życia tego co pomniejsze i ważne, dystansu do rzeczywistości i bezkompromisowości jednocześnie. Można być kimkolwiek i z jakimkolwiek temperamentem. Chcenie, pragnienie to wybór. Można je wzbudzić albo uśpić, tchnąć życie albo je zniszczyć, uciec mając mnóstwo powodów, albo zostać dla jednego.

438 Total Views 1 Views Today
comments

Będzie mi miło, jeśli po przeczytaniu postu zostawisz po sobie jakąś iskrę tego co tu znalazłeś. Blog jest przyjaznym azylem, dlatego każdy wulgarny komentarz zostanie skasowany, podobnie jak wszelkie złośliwości.