OKOLICZNOŚCI OKOLICZNOŚCIAMI !

Dawno temu, w otoczonej ze wszech stron pagórkami miejscowości zrodziła się pasja. Jej dziedziczką okazała się być niepozorna osoba. Sam Forrest Gump nie odmówiłby jej chyba towarzystwa widząc jak kotłuje się ta energia. Ludzie dziwili się: ,, Czy to samolot…? Nie! To człowiek!” Ze zdumieniem orientowali, że człowiek 10 raz pokonuje odległość dwóch boisk piłkarskich. Zbliżenie pomogło ustalić rysopis osobnika, którym okazała się być sąsiadka! ,, Przygotowania jakieś do maratonu…? Ciemno się już robi, proszę tam.. uważać”. Mniej więcej tak to wyglądało.

Biegałam dużo, często i robiłam to dla przyjemności, dla tych nieziemskich endorfin, dla odprężenia psychicznego. W zasadzie cokolwiek się działo w moim życiu, bieganie było jak oczyszczenie, pomagało nabrać perspektywy. Chociaż nie zawsze. Były czasy, kiedy przez chwilę było męką pańską. Są rzeczy, które nierozwiązane, trują dosłownie nawet coś co wyzwala normalnie radość, entuzjazm. Niektóre sytuacje uzbrojone niczym krążownik rakietowy w silne emocje- totalnie miażdżą,  póki się od nich człowiek nie uwolni. Wtedy doświadczyłam tego czym jest psychika. Mogłam przebiegać kilkadziesiąt kilometrów niezłym tempem, aż jednego dnia nie potrafiłam kilometra. Dramat. Jakby czołg przejechał po mnie, a torpeda wysadziła w powietrze resztki sił. Zdumiało mnie to i dało do myślenia. Tym bieganie zawsze też było. Źródłem inspiracji w życiu. Tym jest prócz wszelkich korzyści zdrowotnych i psychicznych w ogóle sport. Źródłem pomysłów, rześkim powiewem. Na co dzień robiłam to sama, czasami wyciągałam pokuszających się przyjaciół.
Nigdy nie zapomnę jednak jak przed kilkoma laty (?!) wybierałam się pobiegać pierwszy raz wspólnie z grupką innych zapaleńców. Były to tzw. ścieżki biegowe, z wystawionymi do dyspozycji trenerami. Na całą grupę jakiś 16 osób byłam jedyną kobietą. Przez długi czas tak biegałam. W głowie mi się z tamtego czasu odcisnęła jedna sytuacja. Był piekielnie gorący czerwiec. Chłopaki się sypnęli i śmigałam praktycznie z trenerem. Jestem typem człowieka o umiarkowanych preferencjach klimatycznych. Godzina puchła od słońca, a mój mózg pęczniał od wyszukiwania sobie kreatywnej wymówki by dać dziś spokój. Telefon. Mama.

- A tak…wybieram się pobiegać…ale jest tak gorąco!

- Jak się czegoś naprawdę chce, to nie ma nie da się

- (Ja ) wściekła..ale jest potwornie! Rozłączyłyśmy się a ja wręcz się gotowałam. Może to ten gorąc…

Poszłam. Byłam jedyną osobą plus trener. Ów czas należy do jednych z najlepszych chwil biegowych. A przede wszystkim perspektywa na trwałe wpisała się w moją pamięć w kontekście okoliczności niesprzyjających. Sytuacje są różnego kalibru. Ale do tego samego się sprowadzają. Nie ma nie da się, jeśli się czegoś naprawdę chce. Możesz się złościć z tego tytułu, może Ci być to nie na rękę, okey. Złość bywa dobra. Ale pozłość się i zrób to.

20140822_152310

465 Total Views 1 Views Today
comments

Będzie mi miło, jeśli po przeczytaniu postu zostawisz po sobie jakąś iskrę tego co tu znalazłeś. Blog jest przyjaznym azylem, dlatego każdy wulgarny komentarz zostanie skasowany, podobnie jak wszelkie złośliwości.